Kolejne dwa banki zostały trafione „niedozwolonymi klauzulami” w umowach. Cały czas czekamy na wyrok w sprawie BRE - i „starego portfela”. Jedna fuzja za nami, praktycznie na bieżąco rozpoczyna się kolejna - banków GE i BPH. Biorąc pod uwagę możliwość komplikacji - jak przy „łączeniu się przez podział” z PEKAO - może być interesująco. I frustrująco, z punktu widzenia klientów. Ale to - umówmy się, fuzje to rutyna.
Jak widać ani słowa Brunona Bartkiewicza, ani wprowadzenie w życie Rekomendacji S II banków nie zabiły. Niebezpieczeństwo czai się gdzie indziej - nie w słowach „kolegi po fachu”, ani w przyjmowaniu rat w walucie kredytu - swoją drogą, obłożonym solidnymi opłatami. Kredyty gotówkowe - i zadziwiająca liczba klientów „przeproduktowanych”, zakredytowanych po uszy.
Niektórzy szacują tę liczbę na 80, niektórzy na 100 tysięcy. To osoby ze średnio 10 kredytami, najczęściej spłacające jedną pożyczkę drugą, drugą pożyczkę trzecią… i tak dalej. Ten swoisty surfing finansowy mógł być bezpieczny jeszcze kilka lat temu - dziś może okazać się gwoździem do przysłowiowej trumny - zarówno dla zadłużonych klientów, jak i samych banków, zmuszonych zawiązywać solidne rezerwy na okoliczność zagrożonych wierzytelności, co widać już po wynikach II kwartału - a z pewnością odbije się także na kolejnych.
To jedna z „tykających” bomb - o której wspominano już dawno temu. Teraz otwarcie do problemu gwałtownie pogarszającego się portfela kredytów gotówkowych przyznał się Kredyt Bank. Drugą bombą mają być karty kredytowe - wzrasta liczba posiadaczy „plastików” spłacających jedynie minimalną wymaganą kwotę. To nie jest dobra wróżba.
Można by spytać - po co nam rozbudowana struktura analizy ryzyka, po co dostęp do danych BIK, skoro i tak ktoś te produkty - potencjalnie ryzykownym klientom sprzedał? W którym momencie słupki sprzedaży zasłoniły ocenę sytuacji?
Ale wiadomo, mądry bankowiec po szkodzie. Pytanie tylko, czy branża wyciągnie z tej sytuacji wnioski - i jak długo utrzymają się one w świadomości bankowców. Do kolejnej produktowej wojny?
Kategoria: wstępniaki| Brak komentarzy
“NewsPoint wraz z portalem finansowym Bankier.pl przygotował raport dotyczący wypowiedzi doradców rynku nieruchomości na temat wzrostu i spadku cen. Analizie poddano artykuły w polskich serwisach internetowych z okresu 1 stycznia 2008 r. – 20 lipca 2009 r.” Raport dostępny jest tutaj.
Obserwując dynamikę publikacji odnośnie wzrostów i spadków cen nieruchomości trudno nie zauważyć niepokojącego zjawiska. Chodzi o komentarze, jakimi obudowywany był przekaz informacyjny. W ciągu dwóch ostatnich kwartałów ubiegłego roku mogliśmy wielokrotnie przeczytać: „ceny mieszkań będą rosły, taniej nie będzie”, „kupuj, to ostatnia szansa”. W czym problem?
Wnikliwy czytelnik może zauważyć, że wiele publikacji odnośnie rynku mieszkaniowego to bezpośrednie przedruki analiz i prognoz prezentowanych przez np. firmy doradztwa finansowego. To powinno powodować zapalenie się czerwonej ostrzegawczej lampki: czy na pewno przedstawiciele firm, które pośredniczą w procesie udzielania kredytu czy w obrocie nieruchomościami (i de facto zarabiają na wolumenie sprzedaży) to w pełni wiarygodne źródło informacji? Czy opracowania oparte o ceny ofertowe, bez uwzględnienia cen transakcyjnych, mogą stanowić rzetelną rekomendację?
Zarówno rynkowi gracze, jak i media przedrukowujące ich analizy przyłożyły rękę do nieruchomościowej bańki. Bańka pękła. Ci, którzy uwierzyli w optymistyczne prognozy w drugiej połowie 2008 roku - mogą mieć żal wyłącznie do siebie. Poza pojedynczymi przypadkami przyznania się do błędu w ocenie rynku - winnych brak. Spadek cen stał się faktem, którego nie dało się zaczarować. Ograniczenie liczby udzielanych kredytów, zmiana podejścia do pożyczek w walutach obcych czy popularność programu „Rodzina na swoim” – i związane z nim limity - wymusiły na deweloperach i właścicielach mieszkań rezygnację z „ceny marzeń”. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że przekroczona została granica pomiędzy informacją a kreowaniem wirtualnej, medialnej rzeczywistości. Zaburzona została równowaga pomiędzy interesem czytelnika – odbiorcy informacji, a doraźnym interesem pośredników czy sprzedawców. Warto pamiętać o tym, sceptycznie podchodząc do prasowych rewelacji z rynku nieruchomości. Szczególnie planując zaangażowanie finansowe na niebagatelny okres średnio trzydziestu lat.
Kategoria: wstępniaki| Brak komentarzy